Σιγά, σιγά..... czyli jesień na Krecie…. |
22.10.2017, niedziela, dzień 2: wracamy do Chanii c.d. Droga przyjemna i już nam znana, więc wiem, gdzie dokładnie trzeba się zatrzymać, bo i parking w drodze do Eli wypatrzyłam… A zatrzymać trzeba się przy samej drodze, jeszcze przed tunelem w Topolii… Jesteśmy przy „szlaku” do jaskini Agia Sofia – dobrze, że jest forum i blogi, bo moje 2 podręczne przewodniki ani słowa o tym miejscu nie mówią… Biała strzała zaparkowana i teraz czeka nas spacer po wielu schodach do góry :? … Syn oczywiście nie zabrał adidasków i idzie w górę w japonkach ![]() Schody są dość strome, ja już mam zadyszkę, a moich chłopaków nie widać… żeby nie było, że tak słaba jestem, to ja po prostu dzikie cyklameny oglądam…. Dobrze, że jest już późne południe i góra daje cień, bo chyba by tej relacji nie było…. Wchodzimy przez bramkę, nie zgubiliśmy się… …i w końcu jestem prawie u celu… mijamy księgę do wpisów, ale nie ma już wolnych stron i nie ma długopisu.. No długopis to do jaskini nie zabrałam…. Stajemy w wejściu… No wysoko jesteśmy… A za plecami mamy największy ze stalagmitów…. Z prawej strony siedzi Pani przy stoliku ze świeczkami i książkami i broszurami i informuje nas, że wejście jest płatne, 2 eur za rodzinkę… Pierwsze kroki kierujemy ku małej kaplicy wydrążonej w skale… Jaskinia jest nieoświetlona, ale my przygotowani jesteśmy na to i syn używa latarki w komórce, a Pan M. ma naszą samochodową latarkę-czołówkę…. I dzięki temu będziemy mogli zajrzeć w każdą dziurę… Oglądamy stalaktyty i stalagmity, które tu są, ale nie są one jakieś spektakularne i wielu ich także nie ma.. Ciekawsza jest już Jaskinia Łokietka w Ojcowskim Parku Narodowym, a ona jakaś extra nie jest… I w sumie to tyle z tej jaskini… Jeszcze ostatni rzut okiem… …i schodzimy w dół. W samej jaskini byliśmy 12 min., wraz z wejściem i zejściem ok. 30 min. Czy warto ![]() |