dubaj pisze:
Nachalność
Grecja to naganiacze knajpowi... privet... hello... menu... zajrzyj... wejdź... u nas super... dobryj dień... zahadite...
Bywa to męczące.
W Hiszpanii tam gdzie byłem.. wyjebane (poza paroma murzynami na plaży z których część w ogóle tylko siedziała nie atakując Armanimi plażowiczów). Maniana maniana... chcesz to wejdziesz, nikt za Tobą biegać nie będzie.
To lubię.
Punkt dla Spain.
2:2
Nachalność
Grecja to naganiacze knajpowi... privet... hello... menu... zajrzyj... wejdź... u nas super... dobryj dień... zahadite...
Bywa to męczące.
W Hiszpanii tam gdzie byłem.. wyjebane (poza paroma murzynami na plaży z których część w ogóle tylko siedziała nie atakując Armanimi plażowiczów). Maniana maniana... chcesz to wejdziesz, nikt za Tobą biegać nie będzie.
To lubię.
Punkt dla Spain.
2:2
Sorry ale naganiczy nie widziałem w Gecji.
Owszem Chania na Krecie (tylko starówka), czy Gythio (Gythio to jedna ulica nad morzem z mnóstwem knajp i dlatego).
Może bardzo delikatnie w Nafplio na końcu portu, gdzie stoją jachty i są droższe knajpy.
3 ostatne sezony ani jednego naganiacza. Ale ja mniej oblegane turystycznie rejony preferuję.