Reklama
Pozdrawiam wszystkich. Najdalej na płd dotarłem do Albanii , ale marzeniem jest Grecja.
T#109153 Pozdrawiam
T#109153 Pozdrawiam
#704620 27.05.2011 12:52:34
Na 2 godziny pojechaliśmy do Grecji, by zatankować. Na albańskim coś motor słabo. Najlepsza była reakcja greckiego celnika jak wracaliśmy do Albanii. Złapał się za głowę, cmokał, kręcił głową i nie mógł uwierzyć że jedziemy do Albanii.
#704636 27.05.2011 13:26:13
W jakiejś wsi zatrzymaliśmy się w knajpce. Przyszedł starszy Grek. Zapytał czy jesteśmy z Niemiec. Odpowiedziałem, że z Polski. Bardzo życzliwie się uśmiechnął. Zamówiliśmy kawę i soki. Rachunek był bardzo niski, coś mi się wydawało, dlatego iż nie byliśmy Niemcami. A może mi się tak tylko wydało
#857254 03.02.2012 22:18:43
Np w Cro to norma tzn inna cena dla Niemców w Grecji tego nie stwierdziłem.
#862855 10.02.2012 09:51:09
Witam!
W lipcu 2011 wracaliśmy z rodziną z Grecji przez Albanię. Większośc znajomych to odradzała ale nie było źle. Jednak na nocleg sie nie zdecydowaliśmy. Wieczorem podjechaliśmy w okolice Joaniny, o 8:00 start, o 9:00 granica Kakavia (30 minut) i już Albania. Początek zwykły - dobry asfalt. Widoki interesujące, choś czasem nietypowe: wypalane (albo po prostu płonące)całe połacie gór i połonin. Im dalej tym ciekawiej: drogi w remoncie, a poniewaz brak alternatywnych - często kilometrami jedzie się omijając maszyny budowlane, czasem przy pracy. Braki asfaltu po kilkanaście kilometrów. Obiad w Fier w barze przy dużej stacji bezynowej. Niedrogo i smacznie (nie licząc wyprażonego w souvlaki robaczka, którego wystropił nasz najmłodszy - z przeprosinami chłopaki dostały icetea). Kierownik dobrze znał angielski. Po powrocie na asfalt obowiązkowe mycie saomochodu z białego pyłu (3eur) - w każdej wiosce przynajmniej kilaknaście przydomowych myjni. Na przedmieściach większych miast jak Fier czy Durres - są ich setki. Na przejechanie ok.400 km - bez zwiedzania - potrzebowaliśmy ok.11 godzin. Następnym razem w planie nocleg i zwiedzanie. Pozdrawiam
W lipcu 2011 wracaliśmy z rodziną z Grecji przez Albanię. Większośc znajomych to odradzała ale nie było źle. Jednak na nocleg sie nie zdecydowaliśmy. Wieczorem podjechaliśmy w okolice Joaniny, o 8:00 start, o 9:00 granica Kakavia (30 minut) i już Albania. Początek zwykły - dobry asfalt. Widoki interesujące, choś czasem nietypowe: wypalane (albo po prostu płonące)całe połacie gór i połonin. Im dalej tym ciekawiej: drogi w remoncie, a poniewaz brak alternatywnych - często kilometrami jedzie się omijając maszyny budowlane, czasem przy pracy. Braki asfaltu po kilkanaście kilometrów. Obiad w Fier w barze przy dużej stacji bezynowej. Niedrogo i smacznie (nie licząc wyprażonego w souvlaki robaczka, którego wystropił nasz najmłodszy - z przeprosinami chłopaki dostały icetea). Kierownik dobrze znał angielski. Po powrocie na asfalt obowiązkowe mycie saomochodu z białego pyłu (3eur) - w każdej wiosce przynajmniej kilaknaście przydomowych myjni. Na przedmieściach większych miast jak Fier czy Durres - są ich setki. Na przejechanie ok.400 km - bez zwiedzania - potrzebowaliśmy ok.11 godzin. Następnym razem w planie nocleg i zwiedzanie. Pozdrawiam
Reklama